kondrasiuk

Realiści i żądanie niemożliwego

1.
Kiedy w 2023 roku kończyły się ośmioletnie rządy Zjednoczonej Prawicy, Bartosz Szydłowski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, w odpowiedzi na pytanie o najważniejsze „sprawy do załatwienia” przez ministra kultury, odpowiedział:

Przede wszystkim nie wolno zapominać jak wiele demokratyczna zmiana w Polsce zawdzięcza ludziom kultury. Ile ważnych słów w obronie fundamentalnych wartości padło z ust pisarzy, aktorów i reżyserów: Tokarczuk, Stuhra, Lupy, Jandy, Seweryna. A grande finale podarowała nam Agnieszka Holland swoim czarno-białym filmem Zielona granica, który przez emocjonalną i głęboko ludzką opowieść ostatecznie obnażył i skompromitował mechanizmy Kulturkampf władzy. Zaczyna się więc od pamięci, zaczyna się od szacunku. To bardzo potrzebne, a potem konkretne sprawy. Na pierwszym miejscu jest, oczywiście, ustawa o artyście.

Te szczera wypowiedź jednego z kreatorów życia teatralnego w Polsce – szefa Boskiej Komedii, największego w Polsce festiwalu branżowego o zasięgu międzynarodowym – ujawniają szczególny sposób myślenia typowego reprezentanta „środowiska”, w tym jego oczekiwania wobec publicznego mecenasa. Pomogliśmy, wystawiliśmy naszych najlepszych zawodników – a teraz pora na spłatę długu.

Identyczne nastroje panowały wśród politycznie zaangażowanej części społeczeństwa, tej, która przed 2023 rokiem gromadziła się na pochodach zwoływanych przez Platformę Obywatelską, na protestach Komitetu Obrony Demokracji albo na czarnych marszach. Ogólny przekaz był dość jasny: „pomogliśmy odbić Polskę z rąk prawicy – to teraz załatwcie nasze sprawy”. W odpowiedzi zwycięska koalicja sformułowała słynną listę „stu konkretów”, które mały być zrealizowane w ciągu pierwszych stu dni rządów po wygranych wyborach.

Mamy połowę 2025 roku a sprawy te w większości nadal nie są załatwione, patrząc z perspektywy powyżej wskazanych grup. Jak wyliczył portal Demagog.org.pl, po stu dniach udało się zrealizować sześć, a po roku – czterdzieści trzy (w całości lub częściowo, niektóre – jak renta socjalna – w bardzo okrojonej wersji, a inne – jak podwyżki dla nauczycieli – tylko pozornie). Tak czy inaczej do załatwienia pozostaje większość, w tym postulaty światopoglądowe, jak legalizacja aborcji czy ustawa o związkach partnerskich, najważniejsze z perspektywy rozgrzanej politycznie części społeczeństwa, tej, która wychodziła na ulice. Nic dziwnego, że w elektoracie budzi się, tak dobrze znana, społeczna emocja: zawiedzione zaufanie i poczucie bycia zdradzonym przez własnego idola albo co najmniej sojusznika.

A co ze środowiskami artystycznymi? Działania horyzontalne, mniej widoczne, wymagające sprawności organizacyjnej, pracy u podstaw, a przede wszystkim – siły przebicia wewnątrz ekipy rządowej nie idą tak dobrze jak wizerunkowe gesty oraz doraźne interwencje. Skutki kryzysu finansów publicznych odczuwalne są w każdej współfinansowanej z budżetu branży. „Środowisku” pozostają zatem coraz rzadsze momenty Schadenfreude. Jednym z pierwszych gestów nowej ekipy było ogłoszenie w marcu 2024 zamiaru nadania krakowskiemu Teatrowi im. Słowackiego (pozostającemu w otwartym konflikcie z zarządem, czyli Sejmikiem Województwa Małopolskiego z większością po stronie PiS) statusu narodowej sceny. Tę wiadomość oznajmił po premierowych oklaskach dla Wesela w reżyserii Mai Kleczewskiej (o spektaklu pisałem na łamach „Do Rzeczy”) ówczesny minister kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomiej Sienkiewicz, przy okazji wręczający Andrzejowi Grabowskiemu medal Zasłużonego dla Kultury „Gloria Artis” (przyznany jeszcze za rządów Zjednoczonej Prawicy w 2020, ale wówczas przez artystę nieprzyjęty). „Słowak” załatwił swoją sprawę: na dziesięć lat ma zapewnione współfinansowanie z centrali. Ale są to tylko uprzejmości wobec wielkich instytucji i znanych ludzi. Ostatnie ogólnopolskie badanie sytuacji ekonomicznej artystów (raport „Policzone i policzeni”, 2024, SWPS na zlecenie MKiDN) wykazał, że prawie sześćdziesiąt procent twórców zarabia poniżej poziomu płacy minimalnej, z czego połowa zadeklarowała, że z pracy artystycznej osiąga dochody poniżej progu ubóstwa (776 zł). Wśród twórców do ludzi zamożnych zalicza się niecałe dwa procent. Ustawa o statusie artysty zawodowego, która miała przyczynić się do poprawy sytuacji i o której wspomniał w cytowanym wywiadzie Bartosz Szydłowski – po ponad półtora roku rządów Koalicji Obywatelskiej wciąż jest na początku ścieżki legislacyjnej.

Całość tekstu – na stronach „Raptularza”