1.
Tyle już prawdziwych oraz banalnych słów napisano o Hamlecie, ikonicznej postaci z teatralnego imaginarium, która pokolenie w pokolenie domaga się aktualizacji… W aktualizacji najświeższej, dokonanej w szczególnych okolicznościach przez Teatr Narodowy1, tytułową rolę otrzymał Hugo Tarres, dwudziestodwuletni student Akademii Teatralnej, a więc aktor in statu nascendi.Jan Englert, podejmując wydawałoby się najważniejszą w przypadku tego tytułu decyzję obsadową, postąpił zgodnie ze świętą teatralną tradycją. Książę Hamlet ma być młody i koniec, kropka. Ma to być młodość obowiązkowo „odklejona”, zbuntowana, kontrastująca z konformistycznym światem, z dworem swojej matki, królowej Gertrudy i Klaudiusza, króla-uzurpatora. Hamlet ma wierzgać, nie zgadzać się, świrować, drwić z wartości w ich obronie, obrażać matkę i ojczyma, a w finale ładnie umrzeć (więc powinien ze szkoły aktorskiej wynieść umiejętności z dziedziny szermierki). Hugo Tarres wszystko to robi z wdziękiem i zaangażowaniem. Z brawurą, na jaką stać tylko młodość, wdrapał się na tę – najwyższą w Polsce – scenę, i ją zdobył. Ten Hamlet ma dobrze postawiony głos, poprawną dykcję, dłuższe włosy, jest sprawny, dobrze zbudowany, mimo to nie nosi się jak macho (bo to już dziś nie wypada…), tylko jak wielkomiejski hipster, taki w wersji sauté, bo bez kolczyków i tatuaży. A co najważniejsze – jest przystojny, ale nie „gładki”, bo jego wyrazista twarz ma w sobie cień niepokoju. Godnie zatem dołącza do długiego szeregu poprzedników przystojnych, gładkich oraz tych chropowatych.

Jego fizyczna sprawność i energia zostały umiejętnie wykorzystane przez reżysera – księcia rozsadza wewnętrzny niepokój i bunt wobec reguł zastanego świata. Hamlet jest neurotyczny, z łatwością przechodzi od rozmowy do śpiewu, a potem do płaczu i krzyku – i z powrotem. Choć w konstruowaniu roli nie obyło się bez książki, koniecznej do wypowiedzenia słynnej frazy „słowa, słowa, słowa”, Hamlet Tarresa woli brzdąkać na gitarze. Ciekawe, co też porabiał na studiach w Wittenberdze? Jego pogląd na świat, poza obowiązkową niezgodą, jest dość enigmatyczny. Dlaczego się buntuje? W imię czego? Jedyne, co da się wywnioskować z jego scenicznej aktywności przy próbie sporządzenia głębszej charakterystyki – wszak jesteśmy w teatrze psychologicznym – to wysoka afektywność i reaktywność. Nie jest niewinny, ale jest nadal, w pewien sposób czysty. Z Ofelią najwyraźniej połączyła go erotyczna zażyłość, z Rosenkrantzem i Guilderstermem się po chłopacku, na sportowo, kumplowali. Hamlet wierzy więc, przynajmniej na początku tej opowieści, w miłość, przyjaźń, muzykę i tego typu dyrdymałki. W jego świat dobrze wkomponowała się Ofelia, prosto i wiarygodnie zagrana przez Helenę Englert. Ale w ostatecznym rozrachunku – nie tylko Ofelia, ale i Hamlet, to „słabiacy”, wrażliwcy. Dlatego właśnie muszą umrzeć.
Całość tekstu – na stronach „Raptularza”