kondrasiuk

Dziwny przypadek Beniamina M. Bukowskiego

Umie skreślać, wyciągać esencję, panuje nad rytmami i niedopowiedzeniami. Do tego nie moralizuje, nie oskarża nikogo

Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio w teatrze zaciekawił mnie dramat. Nie tylko aktorzy czy inscenizacja, lecz właśnie – dramat, i to współczesny. Nie scenariusz, oparty np. na jakimś klasyku, nie adaptacja prozy albo literatury faktu (najczęściej i najgorzej). Rzeczywistość wdarła się na scenę i już jej nie chce opuścić. Ludzie teatru lubią twierdzić, że mogą się obyć bez dramatu, bez zapośredniczenia dzieła skonstruowanego z pełnokrwistych postaci, z relacji między nimi w ramach wykreowanego świata. Widzę w tym raczej efekt ich skłonności autodestrukcyjnych i zakłóconego postrzegania świata. Jednak sądząc po obserwowanych tu i ówdzie reakcjach, osoby chodzące do teatru wciąż potrzebują fikcji i postaci teatralnych, psychologii, prawdopodobieństwa itd.

Tymczasem mamy tego Beniamina M. Bukowskiego. Potrafi on opisać świat i ludzi w nim. I cóż z tego, że świat w jego dramatach jest jak niezagojona rana, a szczęścia tu ani na lekarstwo. To dramaturg, którego interesują stany graniczne, nie dla efektu, ale potraktowane jako zadania poznawcze. W sztuce „Opętana” rzeczywistość obraca się wokół przykutej do łóżka starej kobiety, Ewy, w stanie pogłębiającej się demencji, która zabrała jej zdolność odróżniania fantazji od rzeczywistości. Jej mały świat wykreślany jest przez córkę Adę, sąsiadkę opiekunkę Jolę, wnuczka Dominika. Został pokazany bez odrobiny sentymentalizmu, blisko życia, które jest nie do zniesienia, o czym wie każdy, kto uczestniczył w tego rodzaju sytuacjach. Do tego los narcystycznie zaburzonej Ewy nie przebiegł w dobrym kierunku, krzywdziła córkę, która traktuje ją właściwie z odrazą. Staruszka żyje w piekle, somatycznym i psychicznym, rozpamiętując wszystkie doznane krzywdy. Przebywa na granicy światów, wzywa diabła i go spotyka. Zaświaty są tu obecne w sposób fizyczny, dotykalny, a nie retoryczny, diabeł jest powiernikiem, jedynym przyjacielem, pożądanym kochankiem. Najwidoczniej u Bukowskiego świat nie jest wciąż odczarowany, wierzy on w realność wpływu zaświatów na nasze życie w każdym możliwym, pozytywnym i negatywnym sensie.

Teatr Polski w Bydgoszczy, „Opętana”, tekst i reż. Beniamin M. Bukowski, fot. Natalia Kabanow / mat. promocyjne Teatru

Osobną sprawą jest bydgoski Teatr Polski, którego Bukowski jest dyrektorem. Wcześniej był (w wieku 30 lat, za wcześnie) dyrektorem artystycznym niesterowalnego kombinatu, Narodowego Starego Teatru, i to chyba nie było to rozwiązanie najszczęśliwsze dla wszystkich. Tymczasem mniejszy teatr, o doskonałym, zgranym i zaprawionym w bojach zespole, jest jakby stworzony dla jego pracy artystycznej. Zaświadcza o tym właśnie „Opętana”, gdzie nie ma głównych ról, jest za to granie na wyciągnięcie ręki, zniuansowane i pełne determinacji. W tekście korzystającym z trybów naturalistycznego i surrealistycznego, do tego w zmiennych proporcjach, jest to trudne do wiarygodnego przeprowadzenia. Łatwo jest przekroczyć granicę i wejść w oparte na aktorskim warsztacie komiksowe przerysowanie, po prostu w kiepski kabaret. Kluczem jest wrażliwość, empatia w stosunku do swoich postaci. Tu każdy ma swoją opowieść, swoje prawo do tragizmu, taka to wersja humanizmu uprawianego w świecie, gdzie nikt już chyba w humanizm nie wierzy. Każda rola tu jest dotykalna, a więc stanowi prawdziwe dzieło sztuki: Ewa (Małgorzata Trofimiuk), pogubiona, samotna, miotana nienawiścią i miłością córka (Dagmara Mrowiec-Matuszak), religijna opiekunka na granicy dewocji (Emilia Piech), kochający babcię wnuczek (Karol Franek Nowiński), psychoterapeutka, sama potrzebująca wsparcia (Katarzyna Pawłowska), wreszcie – demoniczna tajemnica (Adam Graczyk).

Teatr Polski w Bydgoszczy, „Opętana”, tekst i reż. Beniamin M. Bukowski, fot. Natalia Kabanow / mat. promocyjne Teatru

Do tego wszystkiego dochodzi czujna reżyseria. I znów to nietypowy przypadek dramaturga, który wystawia własne teksty i nie kończy się to egotyczną katastrofą. Najwidoczniej Bukowski umie skreślać, wyciągać esencję, panuje nad rytmami i niedopowiedzeniami. Do tego nie moralizuje, nie oskarża nikogo, czym się wyróżnia na naszym zideologizowanym bezrybiu. Po trzech dekadach uprawiania w tę i z powrotem teatru krytycznego ideologii mamy na scenach na tony, ale są to raczej tony makulatury teatralnej. A przecież człowiek w swoich komplikacjach (czemu w ogóle muszę przypominać o takich oczywistościach?) jest ciekawszy od ideologii. Dobry teatr, który polega na niemożliwości uzgodnienia perspektyw, oznacza wpięcie się do energii teatralnej starej jak świat – konfliktu tragicznego. Cóż, coraz mniej mamy twórców, którzy to umieją, przynajmniej na przyzwoitym poziomie. Bukowski robi to na poziomie dobrym, jeśli nie wykwintnym.

Źródło: „Do Rzeczy” 2026 nr 8
[Recenzja uzupełniona i poprawiona]

Teatr Polski w Bydgoszczy, „Opętana”
Scenariusz, reżyseria, muzyka: Beniamin M. Bukowski
Premiera: 12 września 2025 r.
Spektakl w ramach programu „Dramatopisanie”. Pokaz na Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy, w edycji WSZYSTKO CO LUDZKIE, 14 listopada 2025 r.