A więc to ciągle działa. Ile to już lat? Przy obecnej zapaści polskiego teatru w jego artystycznym wymiarze Warlikowski ze swoją uporczywą obecnością i dbaniem o wysoki poziom wyrasta na giganta, także dzięki mizernemu kontekstowi – co odnotowuję z ubolewaniem
Nowy Teatr przy ulicy Madalińskiego, Mokotów, Warszawa, Polska. Krzysztof Warlikowski ze swoim zespołem przygotował kolejną premierę o pełnym tytule: „Elizabeth Costello. Siedem wykładów i pięć bajek z morałem”. Dużą część kwietnia teatr codziennie proponował serię „rozbiegowych” pokazów, a potem spektakl gości tu i ówdzie na europejskich festiwalach i scenach koprodukujących. W Polsce kolejny set – na koniec września.
A więc to ciągle działa. Ile to już lat? Przy obecnej zapaści polskiego teatru w jego artystycznym wymiarze Warlikowski ze swoją uporczywą obecnością i dbaniem o wysoki poziom wyrasta na giganta, także dzięki mizernemu kontekstowi – co odnotowuję z ubolewaniem.

Nazwisk teatralnych rozpoznawalnych na świecie mamy kilka, ale dziś tylko Nowy Teatr ze spektaklami szefa jest jedynym polskim zespołem z międzynarodowym oddechem, a do tego jest oczkiem w głowie warszawskiego magistratu. Pozycja Warlikowskiego jest więc od dawna ustalona. Nie ma się z kim spierać i ścigać, z sąsiedniego szczytu sygnały czasem daje tylko Krystian Lupa, a młodzi zarówno traktują ten teatr z lekceważeniem, jako rzecz dziś już nieco passé, jak i po kryjomu lub jawnie z niego zrzynają.
Mniejsza zresztą o relacje ze środowiskiem. Większość swoich starych spektakli Warlikowski wciąż trzyma na afiszu: wracają mniej więcej co miesiąc w naprzemiennym rytmie, a bilety zawsze schodzą na pniu. W przestronnej hali, w zbliżonych do siebie, ascetycznych scenografiach Małgorzaty Szczęśniak gra śmietanka warszawskiego aktorstwa i nierzadko celebrytyzmu. Bo Nowy Teatr to dziś po prostu pewien styl, skąpany w atmosferze łatwo uderzającej do głów, złożony z mokotowskiego aktywizmu, libertariańskiej swobody i dekadencji, do czego Warlikowski ze swoją ekipą dodaje mocny artystowski rys. Funduje wiernym stałą możliwość przebywania we własnym uniwersum, wewnątrz niekończącego się serialu teatralnego tworzonego z kilkugodzinnych, hipnotycznych seansów w wyśmienitych obsadach, z wielowarstwowymi, erudycyjnymi scenariuszami, stawiających prawdziwe wyzwanie dla intelektu. Jest więc nie tylko artystą, lecz także nauczycielem formującym umysły kolejnych pokoleń.
Po każdym odcinku tego serialu zadaję sobie pytanie o samo sedno tej nauki, w której nihilizm spiera się z poprawnościową, równościową dydaktyką. Która strona tym razem zwycięży? W „Costello”, pomimo reżyserskiego kluczenia i mylenia tropów, wygrała retoryka poprawnościowa. Nie mogło być inaczej ze względu na wybór głównej, tytułowej postaci, fikcyjnej pisarki i myślicielki – Elizabeth Costello. „Bądźcie jak Costello!” – prawią twórcy, zamykając narrację w programie spektaklu. Noblista Coetzee, pierwszorzędny pisarz, powołał ją do życia jako swoje alter ego, powraca w różnych utworach, reprezentując żywioł absolutnej empatii wobec świata zwierzęcego, uosobienie ludzkich wyrzutów sumienia. Pisarka w podeszłym wieku wkracza na drogę aktywizmu. Wygłaszając wykłady w środowiskach akademickich, staje się wielką prowokatorką porównującą wprost cierpienie zwierząt hodowanych przez człowieka do Holokaustu. Od lat fragmenty z mów Costello są obecne w spektaklach Warlikowskiego, jawi się ona jako prekursorka, sygnalistka jego idei. Dekady temu wzbudzała protesty i namiętne polemiki wokół tematów, które dziś znalazły się w agendach polityk i strategii oraz w nauce, gdzie stały się obowiązującym dogmatem zwanym posthumanizmem. Tym razem przekaz Costello został rozdany pomiędzy siedem aktorek, razem z multiplikacją postaci (Jadwiga Jankowska-Cieślak, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Ewa Dałkowska, Maja Ostaszewska, Magdalena Cielecka, Maja Komorowska, najmocniejsza kobieca obsada tego sezonu) i jednego aktora (Andrzej Chyra). Należałoby w tym miejscu pisać i pisać o aktorstwie i płynnej, hipnotycznej reżyserii, wsączającej widowni przekonania twórców… Gatunek ludzki musi się przesunąć, zrobić miejsce, nadchodzi czas empatii – moralizuje reżyser. Podrasowane środkami teatralnymi fragmenty z Coetzeego, wzbogacone i o Franza Kafkę, i o „Fausta” Goethego, wprowadzają też kilka innych, ale przecież ciągle tych samych tematów. Jeden spektakl mieści w sobie kilka spektakli, o międzyludzkiej samotności (doskonała inscenizacja „Powolnego człowieka” z tercetem Andrzej Chyra-Mariusz Bonaszewski-Magdalena Cielecka), o przeczuciu apokalipsy, o odpowiedzialności artysty. Tak, to ciągle działa.
Nowy Teatr w Warszawie
„Elizabeth Costello. Siedem wykładów i pięć bajek z morałem”
Reżyseria: Krzysztof Warlikowski
Scenariusz na podstawie utwórów J.M. Coetzeego, m.in. „Elizabeth Costello”, „Powolny człowiek”, „Gdy kobieta się starzeje”, „Próżność”, „Szklana ubojnia”
Premiera: 11 kwietnia 2024 r
Źródło: „Do Rzeczy” 2024 nr 24