kondrasiuk

Co zapomniałem

Pierwszego dnia mojej rezydencji na Festiwalu Boska Komedia zobaczyłem spektakl Anny Karasińskiej „Was ich vergessen habe” (co się tłumaczy jako „O czym zapomniałem” albo po prostu „Co zapomniałem”), z monachijskiego Residenztheater. Od czasu spektakli z warszawskiego TR-u, „Fantazja” i „Ewelina płacze” mam Karasińską na oku, tak jak zresztą wielu piszących i myślących o teatrze (a jeden profesor teatrologii poświęcił Karasińskiej nawet książkę). Kiedyś pisałem króciutko o „Fantazji” z okazji festiwalu Konfrontacje w roku 2017, a także o „Ewelina płacze” obejrzanym niedługo przed pandemijnym lockdownem jesienią 2020 roku. Ale to listy z odległej już przeszłości.

Aktorzy, pięknie zróżnicowani, niebohaterscy (Sibylle Canonica, Steffen Höld, Patrick Isermeyer, Naffie Janha, Pujan Sadri) wchodzą w kreacje i wychodzą z nich, portretując piątkę starszych ludzi zgromadzonych w jakimś niekreślonym ośrodku. Bezpośrednio, a nawet bezceremonialnie (na przykład poprzez zakładanie na różne części ciała obciążników zapinanych na rzepy oraz uniemożliwiających sprawne widzenie i słyszenie masek) pokazuje się tu ograniczenia, zmuszając widzów, choćby na chwilę, do wyobrażeniowego wejścia w te stany. Jak to jest, gdy prawie nie dajesz rady chodzić, gdy się zawieszasz, nie pamiętasz pytania które padło przed chwilą, nie trafiasz tyłkiem w krzesło a strumieniem wody z butelki w szklankę, i tak dalej. Z tej mąki chleba nie będzie, z tego materiału do etiud nie będzie dynamicznego, atrakcyjnego widowiska. To znaczy, pewnie dałoby się takie zrobić. Ale Karasińska tego nie robi. Zamiast tego, kiedy już pokazała nieudaczną motorykę i problemy z komunikacją, próbuje odzwierciedlić na scenie powoli odklejającą się percepcję. I jest to wejście w całkowicie obcy, nieuzasadniony niczym świat, gdzie nic nie jest tym, czym się może wydawać.

fot: Artur Rakowski (źródło: profil fb Boskiej Komedii)

Jest to radykalna próba wkroczenia w zaświat, który jednak istnieje tu, obok nas, w głowach naszych starzejących się bliźnich, którzy jakiś czas temu przestali „kontaktować”, nie są ani po tamtej, ani po tej stronie. Siedzą już w chybotliwej łodzi Charona, opływają ich wody Lety, ale łódź nie chce jeszcze odpłynąć. Jest to miejsce nieprzedstawialne, chyba że posiłkujemy się alegoriami, obrazami mitycznymi (jak choćby rzeczona łódka).

Pisałem kiedyś o monodramie Pipa Uttona „And Before I Forget I Love You, I Love You”. Ten znakomity aktor transformacyjny, parodysta, o nieprześcignionym warsztacie, opowiadając za pomocą formy teatralnej o parze dotkniętej chorobą Alzheimera, też do tego świata zajrzał. Budował atrakcyjną formę, popisywał się i dowcipkował, jak to Pip, ale co czasu. Jest w tym spektaklu sekwencja która budzi grozę, kiedy już nie ma odwrotu, nie ma opcji romantyzowania, sentymentalizmu, estetyzowania. Bo pamięci, psychologii w zwykłym sensie, ani dawnej osobowości też już nie ma. Próbowałem to jakoś opisać, szukać słów, metafor, alegorii. Sięgnąłem do Agambena, do jego opisów esencji biologicznego trwania, za pomocą starogreckiego słowa dzoē.

fot: Artur Rakowski (źródło: profil fb Boskiej Komedii)

W „Co zapomniałem” Karasińska idzie na czołowe zderzenie z tematem pamięci, utraty pamięci, rozpadu osobowości spowodowanym neurodegeneracją mózgu. Bo Karasińska nie lubi mieć małych przeciwników, woli tych największych. W tych starszych, dobrze znanych polskiej publiczności spektaklach brała na warsztat sprawy odtwarzania rzeczywistości, tzw. „prawdę sceniczną”, fantazmat autentyczności. Tym razem, z piątką niemieckich aktorów, w „projekcie”, jak się możemy domyślać z pewnych fragmentów scenariusza także i o celach edukacyjnych, idzie o krok dalej, niż sceniczne wariacje na temat migotliwej, powstającej i znikającej w obecności widowni postaci teatralnej. Tu chodzi o nieodwracalne zniknięcie osobowości i pamięci, spowodowane starzeniem się mózgu. A więc dla teatru założenie mordercze, zadanie niewykonalne. Teatr karmi się widowiskowością, konfliktem, sprzecznościami, iskrzeniem pomiędzy osobowościami właśnie, a tymczasem tu jako materiał służy forma, która się rozpada, stany mentalne nie prowadzące donikąd, zapadanie się w sobie, nieumiejętność dialogu, nieadekwatność, brak odpowiedzi na zadawane pytania, chodzenie w kółko i w niewłaściwym kierunku. W odpowiedzi Karasińska zrobiła teatr nieteatralny, widowisko bez widowiska, które próbuje się do tego stanu przedostać.

Tego rodzaju spektakle mają dziwną właściwość – uczestnicząc w nich, zaczynamy zastanawiać się nad samymi podstawami istnienia teatru. Po co jest teatr, po co ja w nim teraz jestem? Nie miejsce i czas żeby nad tym wywodzić, ale pewne jest jedno – w tym przypadku teatr nie jest po to, by dawać łatwe pocieszenie, ani po to, by świecić w oczy błyskotkami. Bywa i tak.

„Was ich vergessen habe”, Residenztheater (Monachium)

Reż. Anna Karasińska

⋆ wpis zrealizowany w ramach stypendium KPO #KPO

⋆ ⋆ dziękuję festiwalowi BOSKA KOMEDIA za pokrycie kosztów noclegu i biletów