Polskie teatry funkcjonujące poza Polską to fenomen niemal zupełnie nierozpoznany. Stale pracują w ośrodkach tworzonych oddolnie, od Chicago aż po Lwów, najczęściej „po godzinach”, popołudniami i w weekendy, za własne pieniądze, choć niektóre sceny (Czechy, Litwa) mają status zawodowy, a na wielu obok utalentowanych amatorów pojawiają się artyści profesjonalni.
Tworzona z entuzjazmu i poczucia przynależności kultura polska i odpowiedzialność za nią – powinien być to istotny temat. Tymczasem, paradoksalnie, w Polsce teatry te grają sporadycznie, głównie dzięki kontaktom osobistym, i nie otrzymują z kraju niemal żadnego wsparcia ani mentalnego, ani finansowego. Jeśli już publiczny mecenat je dostrzega, to dotuje na minimalnym poziomie z funduszy przeznaczonych na działalność polonijną.
W ostatnich latach spektakle polskie tworzone za granicą gościły w Instytucie Teatralnym im. Raszewskiego, zawiązała się nawet specjalna Unia. Obecny MKiDN nie jest zainteresowany wspieraniem takich działań, choć logiczna jest ich przynależność do sektora kultury, a nie do polonijnego folkloru. Wywołuje to w środowisku poczucie osamotnienia. Trudno liczyć na to, że aktualna ekipa rządząca cokolwiek w sprawie włączania tych teatrów w obieg polskiego życia kulturalnego zrobi, chciałbym więc podrzucić sprawę zawiązanej właśnie prezydenckiej Rady do spraw Polonii i Polaków za granicą. Pozostają Wileńskie Spotkania Sceny Polskiej organizowane przez wileński Polski Teatr Studio. To najważniejszy festiwal pozwalający środowisku na spotkanie, wymianę doświadczeń, wzajemną motywację do dalszego działania. Teatr Studio (to już 65. rok działalności!) pokazał frapującą sztukę w reżyserii Mariusza Malca i Lidii Kiejzik „M.K. Ćiurlionis. Trajektorie”, włączając się w ogólnolitewskie obchody 150. rocznicy urodzin malarza i kompozytora, jednego z ojców założycieli litewskiej awangardy.
W Wilnie przedstawiono dwie warte uwagi realizacje sztuk Mrożka. Lwowski Polski Teatr Ludowy przypomniał niegrane „Wdowy” (pierwsza mrożkowa premiera tego teatru odbyła się, warto wspomnieć, w roku 1968). Zbigniew Chrzanowski, reżyser z ogromnym dorobkiem, sięgnął po ten tekst z okazji benefisowej dla swoich wytrawnych sił aktorskich: Jadwigi Pechaty i Ireny Słobodiany. Mrożek we „Wdowach” naszkicował zagadkową historię spotkania w pewnej kawiarni: dwóch panów, dwóch pań, kelnera oraz śmierci. To teatrzyk pozorów, wzajemna zdrada małżeńska, na którą przymyka się oko, permanentny brak satysfakcji, niezależnie od życiowych wybryków podążanie nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co, zakończone za to wiadomo jakim rezultatem. Tekst został wprawiony w ruch przez ironiczny, zdystansowany styl gry uprawiany przez Iwowiaków i wystrzegającą się przeładowania w każdym elemencie precyzyjną reżyserię Chrzanowskiego.

Ciekawa rzecz, do podobnych efektów doszli Polacy w Niemczech, skupieni wokół „Gdańskiej”. Miejsce („Restaurant und Kulturkaffe”, z hotelikiem, a zarazem żywy ośrodek kultury, prowadzony z otwartością i fantazją) stworzyli w Oberhausen w Zagłębiu Ruhry Maria i Czesław Gołębiewscy. Działający tam teatr na swoją drugą premierę dał „Na pełnym morzu”. Trzech bohaterów tego wiecznie żywego hitu scenicznego zagrało trio panów o słusznej posturze i takiejż aparycji, w czarno-białych trykotach (Leonard Paszek, Wojtek Motyka, Marian Dudek). Do tego role mniejsze, listonosza (a raczej listonoszki, Dorota Kawka-Grzeschik) i pokojówki (Agnieszka Radola), niesłychanie komiczne. Zespół trafił bezbłędnie w mrożkowy ton, gdzieś pomiędzy satyrą a groteską, bez kabaretowej dosłowności i przerysowania, z dystansem wobec siebie i wobec tekstu. Jest to już ten poziom profesjonalizmu, który pozwala na swobodną zabawę. Ale to zabawa tak naprawdę bardzo na serio, bo jest to ten rodzaj śmiechu, który ukrywa mrok.
Mrożek więc nadal żyje, np. za granicą, i jest nadal aktualny. Do przeszłości należy stereotyp teatru polonijnego, nader amatorskiego, wyłącznie dla pokrzepienia serc. Zresztą, tworzenie dobrego teatru nie wyklucza pokrzepiania serc…
Sławomir Mrożek, „Wdowy”, Polski Teatr Ludowy we Lwowie, reż. Zbigniew Chrzanowski, Wileński Teatr Stary (dawny Teatr na Pohulance); Sławomir Mrożek, „Na pełnym morzu”, Teatr „Gdańska” (Oberhausen), reż. zespół, Centrum Kultury w Nowej Wilejce
XII Wileńskie Spotkania Sceny Polskiej, organizator: Polski Teatr „Studio” w Wilnie, Współorganizatorzy: Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” im. J. Olszewskiego, Fundacja Pomysłodalnia, 6-10 listopada 2025
Pierwodruk: „Do Rzeczy” 2025, nr 48