Telewizyjna realizacja sztuki Macieja Wojtyszki „Dowód na istnienie drugiego”, premierowo wystawionej dekadę temu w Teatrze Narodowym, jest przedsięwzięciem zaskakująco chwalebnym.
Ekranowe „życie po życiu” otrzymał spektakl już na scenie porządnie „wygrany”, który zszedł z repertuaru z tarczą, po długiej i chyba udanej, jak to się brzydko mówi, eksploatacji.
W przedsięwzięcie zaangażowano zespół realizatorów oraz większą część obsady teatralnej prapremiery. Tak czy inaczej w centrum znajduje się Jan Englert (jako Gombrowicz), który dzięki swej charyzmie, nieskazitelnemu warsztatowi, a także pozycji zawodowej kabotyństwo pisarza wzniósł na wyższe piętro. Cały aktorski ansambl staje tu godnie, bo rzecz przeznaczona na kameralną scenę Narodowego jest porządnie przez lata wydestylowana i wypieszczona. Bliskość kamery tylko pomaga, bo najważniejsze są tu relacje pomiędzy ludźmi, a w dodatku scenariusz przetwarza dużą literaturę, głównie dwa „Dzienniki” – Gombrowicza i Mrożka.

Nieustanny sparing
„Dowód…” jest próbą wyobrażenia sobie, jak wyglądało spotkanie dwóch pisarzy w atmosferze wytwarzanej przez Gombrowicza przebywającego we Francji w końcówce lat 60., podbijanej przez towarzystwo orbitujące wokół pisarza. Pomysł dramaturgiczny polega na tym, że Mrożek wydaje się zawstydzony i zakompleksiony, prawie się nie odzywa. Neurotyczny milczek (Przemysław Stippa) irytuje Gombrowicza, ustawiającego się w roli geniusza, nieuznającego żadnej pisarskiej konkurencji, i poszukuje wyłącznie elementów tła. Tymczasem jest to czas, kiedy „cała Polska mówi Mrożkiem”, co zmusza Gombrowicza – łaknącego relacji z polskimi odbiorcami i próbującego zrozumieć opuszczoną 30 lat wcześniej ojczyznę-synczyznę – do nieustannego sparingu i udowadniania swej przewagi za pomocą międzyludzkich manipulacji.
Sztukę wypełniają więc pułapki sytuacyjne ukrywające wielkie samotności, o czym mówi się tu za Sartrem we frazie, która przeszła do tytułu: „Nie wiadomo, czy ten drugi istnieje, na pewno istnieję tylko ja sam”. Dużo tu literatury i filozofii, można wrócić do diagnoz Gombrowicza – tak naprawdę napisanych, wycyzelowanych w cichej pracy przy pisarskim biurku, a nie wypowiadanych jako riposty w żywych sytuacjach.
Nieco niewiarygodne jest też dopisywanie prostych motywacji psychologicznych postaciom drugiego planu; szczególnie szkoda mi tutaj małżeństwa Marii i Bohdana Paczowskich, stanowiących tło tej opowieści. Pisarka i architekt chyba byli jednak ciekawszymi ludźmi niż tymi figurami ukazanymi w tableau Wojtyszki? Trzeba też przyznać, że dramat byłby zbyt suchy, gdyby nie dwie dobrze napisane role kobiece. Mocną przeciwwagę Englertowi-Gombrowiczowi, rozbijając zagrożenie dominacji głównej, ekspansywnej postaci, daje Dominika Kluźniak. Malarka Maria Obremba, żona Mrożka, jest powściągliwa, dyskretna, stawia opór, zbija mordercze sztychy Gombrowicza wymierzone nie tylko w nią, lecz także w cały cech malarzy en bloc. Jest też niedopowiedziany dramat Rity (Kamila Baar), dramat całkowitego poddania, rozpuszczenia się w zbyt silnej, a właściwie, należałoby rzec, toksycznej osobowości partnera.
Maciej Wojtyszko, jak wiadomo, specjalizuje się w dobrze skrojonych fantazjach biograficznych, uwieczniając credo XX-wiecznej inteligencji (może i coś więcej?). Ładnie i wdzięcznie się ta pozycja starzeje, wraz z uhistorycznieniem się XX-wiecznej formacji, której ważnym elementem jest figura niezależnego artysty-inteligenta-filozofa. Dziś to postać światu obojętna, a może nawet żałosna, jeśli weźmiemy pod uwagę jej zwyczajowe roszczenia – chęć wywierania wpływu na losy świata i nieodłączną megalomanię. „Jeżeli nie będziemy dyskutować o Mickiewiczu i Słowackim, Gombrowiczu i Mrożku, to będziemy intelektualnymi kalekami” – powiedział Wojtyszko w jakimś wywiadzie, zapowiadając teatralną premierę. O czym tu mowa? Przecież od dawna nie dyskutujemy… I to też jest ważny, niekoniecznie zamierzony temat tego spektaklu, raportu z jakieś dawno zatopionej Atlantydy. Do tego po ukazaniu się dokładnych biografii obu pisarzy (Suchanow, Nasiłowska), skoncentrowanych na faktach mniej znanych oraz obalaniu stereotypów opartych na publicznym wizerunku, raczej szukalibyśmy czegoś, co ze stereotypem się kłóci. Jest to więc nie tylko sztuka o literatach, lecz także obrona tamtych dawno straconych pozycji.
„Dowód na istnienie drugiego”, Teatr TV (2024)
Scenariusz, reżyseria: Maciej Wojtyszko
Źródło: „Do Rzeczy” 2024 nr 40